No Game No Life

Kolejny z moich faworytów, jeśli chodzi o miniony sezon. Świetne postacie, dobrze skonstruowany świat, ciekawa oprawa graficzna i motyw. Czegóż chcieć więcej?

Zacznijmy od początku. Czym jest No Game No Life? Jest to historia rodzeństwa hikikomori NEETów, których jedynym właściwie talentem jest zdolność wygrania każdej gry. Dosłownie każdej. Nie ważne, czy to MMO, czy strategia, czy warcaby – zawsze zajmują pierwsze miejsce, stali się wręcz legendą znaną pod pseudonimem „Blank”, gdyż zamiast nicku zostawiają tylko puste miejsce. Pewnego dnia Sora i Shiro (bo takie imiona nosi nasze rodzeństwo) zostają wyzwani w pewnej grze. Oczywiście wygrywają ją i zostają wessani do świata, w którym nie ma wojen, a wszystko rozstrzygane jest grami (Mondaiji-Tachi Ga Isekai Kara Kuru Sou Desu Yo anyone?). Anime powstało na podstawie mangi, o ile się nie mylę, zakończyło się może nie cliffhangerem, ale pozostawiło parę wątków do dokończenia, ponadto osiągnęło dobre wyniki, a sama manga je wyprzedza, więc są realne szanse na sezon drugi. Ach, tak, produkt zawiera znaczące ilości ecchi, jeśli macie uczulenie na majtki – nie oglądajcie.

No Game No Life [ノーゲーム.ノーライフ] Intro

Zostają tam wezwani przez chłopca zwącego się Bogiem, dokładniej rzecz ujmując. Ich zadaniem jest wesprzeć ludzkość w wojnie grze, między innymi o granice. Stary król umarł, do tronu chce się dostać jego wnuczka, ale dość powiedzieć, że nie jest mistrzynią gier, a właśnie przez grę ma zostać wybrany nowy władca Elkii (królestwa ludzi). Sora i Shiro decydują się wziąć udział i stają się kolektywnym królem (Blank jest jednością!), który ma poprowadzić ludzkość ku zwycięstwu.

I… Właściwie na tym można zakończyć opis fabuły. Mógłbym opisywać kolejne wydarzenia, ale dzieje się tam tyle, jest tyle plot-twistów, że tylko rzucałbym spoilerami. Wybaczcie, jeśli cała ta recenzja będzie krótka, ale to jedno z tych anime, o którym nie da się przeczytać, trzeba je zobaczyć.

Świat jest skonstruowany ciekawie, mamy bodaj piętnaście różnych ras (ludzie, anioły, elfy, kenomimi…), przy czym wszystkie się zauważalnie różnią. Krajobrazy przypominają oś z Alicji w Krainie Czarów, gigantyczne pionki szachowe, szachownice, latające wyspy… Czuć, że cały ten świat to jedna wielka plansza do gry. Pojawiają się też zadziwiająco dobre aspekty polityczne, lud buntuje się przeciwko niektórym decyzjom, nadaje to dodatkowej prawdziwości. Za świat i fabułę duży plus.

No Game No Life – WRYYYYYY!

Jeśli chodzi o postacie, mamy tutaj do czynienia z bandą indywiduów i odmieńców wszelkiej maści. Ale lećmy od początku.

Sora, przybrany starszy brat Shiro, ma 18 lat i – choć jest hikikomori – emanuje wręcz charyzmą i pewnością siebie. Na jego twarzy wciąż gości uśmieszek, nie bierze niczego na poważnie, bawi się wszystkim nawet, gdy na szali ważą się losy całej ludzkości. Potrafi doskonale manipulować ludźmi istotami i odczytywać ich intencje. Brzmi całkiem OP, nieprawdaż? Nie do końca, ma dwie słabości. Jedną z nich jest Shiro – gdy jest oddzielony od niej choćby zamkniętymi drzwiami, zmienia się w drżący jak osika, tchórzliwy wrak człowieka, wraca do siebie dopiero, gdy ma siostrę w zasięgu wzroku. Drugą jego słabością jest… Świat zewnętrzny. Postaw go w centrum Tokyo, a będzie chciał uciec stamtąd za wszelką cenę, nawet, gdyby miał przez to przegrać.

Shiro (11) jest idealnym dopełnieniem brata. Choć nie jest w stanie odczytywać ludzkich emocji, ani manipulować, to jest doskonałym strategiem, geniuszem, kierującym się logiką i chłodną kalkulacją. Sama też nie okazuje zbyt wiele emocji, taki typ kuudere z kompleksem brata. Również jest niezdolna do funkcjonowania, gdy rozdzielona z Sorą, lub gdy znajduje się w świecie zewnętrznym (nie tyczy się to Disboarda – jak zwie się świat, do którego trafili).

Pojawia się również porywcza Steph, która nie jest w stanie kontrolować swoich emocji, jednak kocha swój kraj i wierzy w potencjał ludzkośi, Jibril – Flügel (rasa zabójców bogów) ze skłonnościami psychopatycznymi i sprowadzającym się wręcz do fetyszu wręcz umiłowaniem wiedzy, Izuma, należąca do rasy kenomimi, Zell aspirująca do tronu oraz jej pomocnica Feel, czy wreszcie sam Tet, Bóg, który pozostał jako jedyny i ustalił zasady rządzące Disboardem.

Każda z tych postaci jest zrobiona wręcz doskonale. Różnią się między sobą, mają swoje jasne i ciemne strony, wchodzą między sobą w interakcje, nie są tylko kolejnymi eksponatami w haremie Sory.

Tak dobre postacie pierwszo- i drugoplanowa rzadko się widuje. Duży plus.

No Game No Life AMV » Team ᴾᶦˣᵉᶫᶜʳᵉᵉᵏ

Jak wygląda oprawa graficzna? Cóż, widać to w dołączonych filmikach, ale pozwolę sobie to jeszcze opisać.

Nie występuje kolor czarny.

Serio, przypatrzcie się, poza początkową sceną w pokoju Sory i Shiro później czerń nie występuje! Bordo, granat, ciemny fiolet, ale nie czerń. Nawet kontury nie są czarne.
Ponadto kolorów jest mnóstwo, nie każdemu musi to przypaść do gustu. Mnie przypadło. Jeszcze bardziej oddaje to naturę świata.

Design postaci nie pozostawia właściwie nic do życzenia. Można je rozpoznać na pierwszy rzut oka, wyglądają jak powinny, nie da się więcej powiedzieć. No, może poza tym, że uwielbiam design Jibril – ta aureola, te skrzydła, wszystko. Design Shiro też uwielbiam. I Steph. I Sory. I…

Dobra, może powiem tak – nie było tu postaci, która nie spodobałaby mi się graficznie. W sumie nie było tu postaci, która by mi się nie spodobała kropka.

Tła są równie kolorowe, krajobrazy – jak już wspominałem – wyglądają jak ze snu Alicji.

Jeśli chodzi o dźwięk, to głosy postaci są doskonale dobrane, nie można ich pomylić, pasują idealnie.

Opening… Cóż, nie nagram go może na komórkę i nie będę słuchał, ale nie mam mu nic do zarzucenia. Jest, jest dobry, nie przeszkadza, komponuje się z obrazem. Podobnie rzecz ma się i z endingiem.

Muzyka w trakcie jest zawsze żywa, rytmiczna, właściwie nie ma tu smętnych kawałków. Dobrze pasuje do akcji, nie przeszkadza, stanowi tło tak, jak powinna. Nie jest to Blumenkranz, co prawda, ale gdybym OST z Kill La Kill miał stawiać za wzór, to wszystkie anime dostawałyby ujemne punkty :P

No Game No Life Ending

Podsumowując – nie widziałeś NGNL? Zobacz koniecznie. Chyba, że masz reakcję alergiczną na ecchi, którego jest tu sporo. Świetna historia opowiedziana przy użyciu doskonale skonstruowanych bohaterów, oprawiona w niecodzienną szatę graficzną i okraszona dobrym humorem. Mniam.

Ocena:
  • Świat - 10/10
    10/10
  • Fabuła - 9.9/10
    9.9/10
  • Postacie - 10/10
    10/10
  • Grafika - 10/10
    10/10
  • Dźwięk - 9.8/10
    9.8/10
  • Wykonanie - 10/10
    10/10

Summary

Plusy:
+ Świetni, niebanalni bohaterowie
+ Ciekawy, dobrze skonstruowany świat
+ Interesująca historia
+ Niecodzienna, bajkowa grafika
+ Jibril i Shiro

Minusy
- Huh... Niektórym ecchi może nie podchodzić?

10/10
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on TumblrShare on RedditEmail this to someone
Angius

About

Miłośnik dobrych gier, anime i kucyków. Youtuber i prawie-że-streamer. Twórca skórzanych karwaszy i bransolet z zamiarem stworzenia kompletnej zbroi.

No comments yet Categories: Anime Tagi: ,